To wydarzyło się dawno, dawno temu, kiedy wszystko było młode. W pewnym miejscu żyła wtedy stara kobieta i dziewczyna.
Dziewczyna była niezamężna i bezdzietna. Jej matka bardzo się o nią troszczyła. W momencie narodzin dziewczyny miała przeczucie, że dziecko spotka nieszczęście. Powiedziano jej we śnie, że dziecko nigdy, w żadnym wypadku, nie powinno stawać twarzą w stronę zachodzącego słońca. Kiedy wychodziła się wysikać, nawet gdy stała się kobietą, musiała na to uważać. W przeciwnym razie spotka ją wielkie nieszczęście. Matka bardzo uważała na córkę przez całe dzieciństwo. Jednak ludzie nie zawsze mogą być dziećmi. Dorastając i stając się kobietą, córka starzejącej się już kobiety musiała sama o siebie dbać. Matka jednak bardzo starannie wyjaśniła jej, że jeśli stanie twarzą w stronę zachodzącego słońca, konsekwencje będą gorsze niż gdyby niebo miało na nią spaść. Dziewczyna posłuchała ostrzeżenia i uważała na to.
Ale pewnego dnia poszła sama do lasu. Dzień był mglisty. Podczas wędrówki zgubiła drogę. Szukając drogi do domu, poczuła potrzebę oddania moczu. Niestety, stanęła w złym kierunku. Od razu poczuła się dziwnie. W tym samym momencie zerwał się wielki wir i zdmuchnął jej ubranie nad głowę, pozostawiając ją nagą do pasa.
Gdy wiatr ustał, a dziewczyna poprawiła ubranie, przeszukała las i w końcu odnalazła drogę do domu. Po powrocie do domu opowiedziała matce o swoich przeżyciach i dziwnych odczuciach.
Słysząc słowa córki, matka, która siedziała tyłem do wejścia, odwróciła się i od razu uznała, że to początek wielkiego nieszczęścia dla jej rodziny. Dziewczyna stała przed nią drżąc od stóp do głów i biała jak najbielszy śnieg. Kiedy matka odzyskała siły, by mówić, zapytała dziewczynę: 'Czy poszłaś i stanęłaś w niewłaściwym kierunku?'
'Tak, matko' - powiedziała dziewczyna, opadając na podłogę i chowając twarz w dłoniach. 'Tak, matko, ale nie zrobiłam tego celowo. Ale wiem, że muszę cierpieć. Już teraz wiem, że jestem w ciąży'.
Czas mijał, a dziewczyna znalazła się w poważnych tarapatach. Było oczywiste, że w jej łonie znajdowało się więcej niż jedno dziecko. Wewnątrz dochodziło do wielkich zmagań, powodujących ból matki. Dzieci walczyły ze sobą o supremację, o posiadanie władzy.
Można było nawet usłyszeć, jak rozmawiają podczas walki. Jeden powiedział: 'Ja jestem pierwszy'. Potem kolejny i kolejny mówił to samo. Następnie dochodziło do wielkiej walki. Biedna matka! Wreszcie, pewnego dnia nadszedł czas porodu. W łonie doszło do większej walki niż kiedykolwiek wcześniej i większej bijatyki. Nagle matka została rozerwana na strzępy przez walczących i rozrzucona w drobnych kawałkach na krańce całej przestrzeni. Nawet matka dziewczyny została zdmuchnięta wiele mil.
Dziećmi, które się narodziły, były cztery wiatry, z których Manabozho jest najważniejszy. Już w łonie matki te cztery wiatry nie mogły się ze sobą dogadać. Kiedy byli jeszcze młodzi, rozdzielili się.
Podzielili przestrzeń ziemi i nieba równo między siebie. Manabozho zajął przestrzeń w kierunku wschodzącego słońca. Jest teraz silnym wiatrem wschodnim.