Wyłonienie się Bliźniąt: Mit o Świecie Podziemnym i kształtowaniu świata

Hopi

W Świecie Podziemnym wszyscy ludzie byli głupcami. Młodzi mężczyźni sypiali z żonami starszyzny, a starsi mężczyźni uganiali się za dziewicami. Wszystko trwało w chaosie, a wódz był głęboko zatroskany. Długo rozmyślał nad tą sprawą, aż o zachodzie słońca ogłosił, że następnego dnia wszyscy ludzie mają zgromadzić się przed nim. Następnego ranka wszyscy przybyli i rzekli: „Posłałeś po nas; być może chcesz nam coś powiedzieć”. „Tak” – odrzekł wódz. „Wiele myślałem i smucą mnie wasze niegodziwe postępki. Dlatego ogłaszam, że jutro rano, o świcie, wszystkie kobiety – dziewice, dziewczęta i żeńskie niemowlęta – pozostaną tutaj w wiosce. Wszyscy mężczyźni – młodzieńcy, starszyzna i męskie niemowlęta – przeprawią się przez szeroką rzekę i zostaną po drugiej stronie”. Ani mężczyźni, ani kobiety nie byli niezadowoleni z tego ogłoszenia i przez całą noc dyskutowali o tym między sobą. „Teraz okaże się, kto jest leniwy” – mówili. „Może kobiety, może mężczyźni – zobaczymy”. Następnego ranka mężczyźni przepłynęli rzekę, niosąc niemowlęta na plecach i zostawiając kobiety w domach, które do nich należały. Przed przeprawą mężczyźni i kobiety rozdzielili między siebie wszelkie rodzaje nasion; cały zapas nasion został starannie podzielony.

Mężczyźni zabrali broń myśliwską, chwytając jelenie i antylopy, by się utrzymać. Karmili nawet niemowlęta, podając im małe kawałki dziczyzny do ssania, co okazało się tak pożywne jak mleko matki; pod tą opieką dzieci wyrosły na tłuściutkie i silne. Mężczyźni budowali domy i ruszyli w pola, a pod koniec jednego roku zebrali ogromne plony. W przeciwieństwie do nich kobiety posiadały niewielkie umiejętności rolnicze i uzyskiwały jedynie mizerne zbiory. Stojąc na brzegu rzeki, mężczyźni pokazywali swoje obfite owoce i szydzili z kobiet po drugiej stronie wody.

Był to zły czas i zarówno mężczyźni, jak i kobiety byli głupi. Kiedy ogarniały ich pragnienia, uciekali się do sztucznych środków, by je zaspokoić. Kobiety używały patyków i kaktusów, podczas gdy mężczyźni używali wątroby jelenia, dyń i tykw. Po sześciu księżycach jedna z tych tykw urodziła Dziewczynę-Tykwę, pannę o wielkiej urodzie. Również podczas tego rozdzielenia płci młoda kobieta, która nie była dziewicą, naśladowała stosunek płciowy, używając lotki pierwszego rzędu orła. Poczęła i została przeniesiona w Góry San Francisco, gdzie urodziła potwora znanego jako Olbrzymi Orzeł.

Pewna młoda kobieta, również niebędąca dziewicą, siedziała w swojej sukni, która zwisała z niej w strzępach, pozostawiając ją w wielkiej nędzy. Była zapchlona i spędzała czas na wyłapywaniu robactwa i drapaniu się. Podczas gdy to robiła, jej ciało było niemal całkowicie odsłonięte. Promienie słońca, wpadające przez szczelinę w ścianie, padły na nią. Poruszyła się z rozkoszą, a potem zasnęła.

Później opowiedziała o tym doświadczeniu starszym kobietom. Kiedy zaczął padać deszcz i woda zaczęła kapać przez dach, starsze kobiety powiedziały do niej: „Połóż się tam i pozwól kroplom deszczu padać na siebie”. Poszła tam i położyła się. Gdy krople deszczu spadały na jej ciało, ponownie poruszyła się z rozkoszą i zasnęła.

Dzięki tym zdarzeniom poczęła i urodziła bliźnięta. W ciągu czterech dni niemowlęta potrafiły już chodzić i biegać dookoła. Byli głupi i pełni psot, tłukąc i niszcząc naczynia na żywność oraz przybory kuchenne. Byli bardzo brudni, a z nosów zawsze im kapało.

Kiedy bliźniacy dorośli do rozmiarów dwunastoletnich chłopców, często pytali swoją babkę, Kobietę-Pająka, kim był ich ojciec i gdzie mieszkał. Kobieta-Pająk początkowo odpowiadała: „Skąd mam wiedzieć?”. Ale w końcu powiedziała im, że Słońce jest ich ojcem i że mieszka w miejscu Wschodu Słońca. Zaoferowała, że pójdzie z nimi, aby mogli go zobaczyć.

Kobieta-Pająk usadowiła się na uchu bliźniąt. Wypluła lekarstwo, a przed nimi rozciągnęła się nitka, tworząc gładką ścieżkę do drzwi domu Słońca. Wejścia strzegli Lew, Niedźwiedź i Grzechotnik, podczas gdy Wąż siedział na luku. Gdy bliźniacy podchodzili do każdego strażnika, pryskali na nich lekarstwem, mówiąc: „Przyjacielu nasz, nie gniewaj się”.

Każdy strażnik z kolei kładł się cicho, pozwalając im przejść, aż stanęli, spoglądając w dół przez luk.

Poniżej ujrzeli wiele pięknych młodych kobiet i dziewic; były to córki Słońca. Niektóre z nich spojrzały w górę i zapytały: „Kim są te brudne, zasmarkane dzieciaki, ciekawe?”. Żona Słońca zawołała: „Wejdźcie, wy dwaj”, i zeszli po drabinie. Na środku podłogi wznosił się kopiec turkusu, a na jego szczycie leżała wielka muszla uchowca. Było to siedzisko Słońca. Wokół podłogi znajdowało się wiele innych, mniejszych kopców turkusu, na których siedziały Żona Słońca i jego córki.

Żona Słońca rozgniewała się na bliźniaków, a córki zapytały ich, kim są i skąd przybyli. Bliźniacy siedzieli jednak w milczeniu. W końcu córki rzekły: „Możecie usiąść tam na tych dwóch kopcach i być nam jak bracia, dopóki nasz ojciec nie wróci do domu; wtedy dowiemy się na pewno”.

Słońce w końcu powróciło z dołu, wspinając się po drabinie przez luk w podłodze. Zawsze wchodziło z wielkim hałasem. Gdy się wyłoniło, wykrzyknęło: „Co ja czuję? Są tu jacyś obcy!”

Córki ukryły bliźniaków w ołtarzu chmur, zanim Słońce weszło. Gdy Słońce zażądało, by przyprowadzić obcych, córki wyjęły ich z pięknego ołtarza, gdzie byli przykryci chmurami we wszystkich kolorach. Bliźniacy podbiegli do Słońca, podając się za jego synów, ale Słońce odrzekło: „Poczekajcie chwilę”. Wyjęło swój wielki tytoń i ubijając go patykiem, zapaliło i podało bliźniakom. Palili go, podając sobie nawzajem i połykając dym – który teraz jawi się jako chmury na niebie.

Próba Zimnej Góry. Po tym, jak bliźniacy skończyli palić fajkę, ponownie ogłosili Słońce swoim ojcem. Ono jednak odpowiedziało: „Poczekajcie chwilę”. Wskazało na wysoką górę, której szczyt niemal dotykał nieba, i rozkazało bliźniakom wspiąć się na jej wierzchołek i tam przespać noc. Aby ich chronić, Kobieta-Pająk przywiązała indycze pióro do prawego boku jednego bliźniaka i drugie do lewego boku drugiego. Gdy dotarli na szczyt, z północy zawiał lodowaty wiatr, niosąc lód i dotkliwe zimno. Gdyby nie magia piór, bliźniacy z pewnością by zginęli; mimo to spędzili noc niemal zamarznięci, z dęboczącymi w ciemności zębami. Rano Słońce zawołało na szczyt: „Czy już nie żyjecie?”. Bliźniacy zbiegli na dół i za radą Kobiety-Pająka odpowiedzieli: „O nie! Mieliśmy wspaniałe miejsce do spania – choć właściwie było odrobinę za gorąco. Spociliśmy się”. Aby dopełnić podstępu, udawali, że ocierają krople potu z czoła. „Teraz już na pewno musisz wiedzieć, że jesteśmy twoimi synami” – nalegali. Ale Słońce odpowiedziało tylko: „Poczekajcie chwilę”.

Zaprowadziło ich na gładką ścieżkę, na której spoczywały cztery wielkie, puste kule z krzemienia. Wewnątrz każdej kuli płonął gwałtowny, gorący ogień. Słońce potoczyło jedną z kul wzdłuż szlaku i rozkazało pierwszemu bliźniakowi biec i ją złapać. Następnie potoczyło drugą, by drugi bliźniak ją gonił i pochwycił. Na koniec potoczyło pozostałe dwie kule prosto w nich, krzycząc: „Pamiętajcie, by je zatrzymać!”

Bliźniacy zrobili to, co im kazano, zatrzymując płonące kule w miejscu. Wtedy nakazało im podnieść kule i przynieść je z powrotem. Choć krzemień był niewiarygodnie ciężki, bliźniacy prysnęli na nie lekarstwem, sprawiając, że stały się nieważkie. Z łatwością podnieśli kule i zanieśli je z powrotem do Słońca.

W końcu Słońce uznało ich za swoich synów. Oczyściło ich i przyozdobiło, a jego żona przestała się na nich gniewać. Posadziło każdego z nich na turkusowym kopcu i zaprowadziło do pokoju pełnego pięknych chmur, pytając, czy chcą jakieś wziąć. Bliźniacy odpowiedzieli: „Nie”. Wtedy pokazało im wykwintne muszle, ozdoby wszelkiego rodzaju, piękne szaty i wszelkie możliwe zwierzęta, oferując je jako prezenty. Jednak bliźniacy nie chcieli żadnego z nich. „Cóż” – rzekło – „musi być coś, czego pragniecie. Powiedzcie mi, co to jest”. Odpowiedzieli, że szukają broni, by zgładzić potwory, które pustoszą krainę ich matki. Słysząc to, Słońce dało im łuki i strzały oraz moc nieugiętej błyskawicy.

Tymczasem rozdzielenie trwało już trzy lata. Suknie kobiet stały się poszarpane, a ich pola były słabo uprawiane. W czwartym roku mężczyźni ponownie cieszyli się obfitymi zbiorami, lecz kobiety uzyskiwały z pól bardzo mało i pozostawały głodne oraz nieszczęśliwe. Rankiem podczas piątej ceremonii Zimowego Przesilenia po rozdzieleniu, przywódczyni kobiet podeszła do brzegu rzeki i zawołała do mężczyzn po drugiej stronie: „Chcę wam coś powiedzieć”. Usłyszał ją młodzieniec i poinformował starszyznę. Jeden z nich podszedł do brzegu i odkrzyknął: „Co masz do powiedzenia?”. Przywódczyni stała tam w łachmanach, wyglądając mizernie. Powiedziała: „Myślałam. Niech wszyscy mężczyźni i młodzieńcy zbiorą się po waszej stronie, a wszystkie kobiety i dziewice po tej, i przedyskutujmy to”. Mężczyźni się zgodzili i obie grupy zebrały się nad brzegiem wody. Kobieta przemówiła pierwsza: „Wszystkie jesteśmy w łachmanach i zostało nam tylko kilka kolb kukurydzy do jedzenia. Nie mamy mięsa, intymności ani dzieci. Jesteśmy smutne”. „Prawda” – odrzekł przywódca mężczyzn. Przywódczyni zasugerowała wtedy: „Niech niektórzy mężczyźni przyjdą tutaj”. „Nie, niech kobiety przyjdą tutaj” – odparł przywódca mężczyzn. Kobiety były tym zachwycone; wbiegły do wody i przepłynęły na drugą stronę. Mężczyźni przyjęli je z radością. Zbudowawszy porządne domy, mężczyźni oddali je kobietom do zamieszkania. Utkali także wiele pięknych sukni i pasów, które również podarowali kobietom. Dla wszystkich nastała obfitość kukurydzy i mnóstwo mięsa z łosi, jeleni, niedźwiedzi i antylop.

W tamtym czasie niebo przy wschodzie słońca było szerokie, a horyzont rozciągał się daleko w oddali. Ale w południe niebo zaczynało wibrować, na przemian kurcząc się i rozdymając. Horyzont nie był wtedy tak odległy, jak jest w dzisiejszym świecie. Za dnia Świat Podziemny był piękny, z bulgoczącymi wodami otaczającymi krajobraz. Ale nocą niebo się kurczyło, a otoczenie stawało się nieprzyjemne. Zarówno słońce, jak i księżyc istniały w tamtych dniach. Ostatecznie bulgoczące wody wezbrały, zagarniając suchy ląd i napierając coraz bliżej ludzi. Gdy lud ogarnął smutek i strach, wódz rozważył sytuację. W końcu rzekł: „Być może w tym niebie są drzwi”.

W czterech stronach świata stały cztery góry. Na górze na północnym wschodzie mieszkała Kobieta-Pająk i Bliźniacy. Wódz wojenny Hopi wykonał wojenny kij modlitewny dla Kobiety-Pająka, maczugę dla Bliźniąt oraz modlitewne pióra i posłał z nimi młodzieńca na górę. Kobieta-Pająk podziękowała mu za kij i pióra i zapytała, czego chce. Bliźniacy tańczyli z radości z powodu prezentów. „Czego pragniesz za te rzeczy?” – zapytała Kobieta-Pająk.

Młodzieniec rzekł: „Jesteśmy otoczeni przez bulgoczącą wodę, która zalewa całą naszą ziemię. Gdzie jest dobre miejsce, by pójść, dobre domy? Być może ty wiesz”. „Tak” – odrzekła – „wiem. Powyżej jest dobre miejsce; powiedz swoim ludziom, by spieszyli się i przybyli tutaj”.

Młodzieniec wrócił, a gdy starszyzna się zebrała i wypaliła fajkę, opowiedział wszystko. Kobiety przygotowały żywność na podróż, po czym wszyscy ludzie wyruszyli, niosąc na plecach płyty ołtarzowe, i udali się na górę. Wszyscy weszli na szczyt góry, a woda podążała tuż za nimi. Woda zakryła wszystko, ale góra rosła nieco szybciej niż poziom wody i po pewnym czasie szczyt góry niemal dotykał nieba.

Kobieta-Pająk zasadziła świerk i wyrósł on pod samo niebo, ale niebo było twarde i świerk nie mógł się przebić. Kobieta-Pająk znów pomyślała: „Być może trzcina przejdzie”. Zasadziła więc trzcinę, która rosła przez cztery dni, sięgnęła nieba i znalazła małą szczelinę, w którą wniknęła. Borsuk wspiął się po jej łodydze i dotarł do czubka, ale nie mógł się przebić, by cokolwiek zobaczyć, więc wrócił, mówiąc: „Jestem bardzo zmęczony. Nie widzę nic poza ziemią”.

Starszyzna pomyślała: „Któż z ludzi wie? Może Pasikonik”. Zapytali go więc, a on odrzekł: „Tak, wiem”. Pasikonik jest bardzo odważny. Nigdy nie mruga oczami. Wspiął się więc po łodydze, przeszedł na drugą stronę i dotarł do pierzastego czubka trzciny, spojrzał dookoła, a wszędzie była woda.

Pasikonik niósł na plecach flet. Wyjął go i zaczął na nim grać. Na północnym zachodzie pojawił się wódz Żółtej Chmury. Był gniewny i ciskał żółte błyskawice, które przelatywały tuż przed oczami Pasikonika. Ale Pasikonik nigdy nie mrugnął i grał dalej na flecie. Żółta Chmura rzekła: „Cóż to za człowiek? Na pewno jest odważny, na pewno jest prawdziwym mężem!”

Następnie na południowym zachodzie pojawił się wódz Niebieskiej Chmury; on również był gniewny i cisnął w Pasikonika niebieską błyskawicę, która przeszyła go z boku na bok. Ale Pasikonik grał dalej jak przedtem, a Niebieska Chmura powiedziała o nim to samo, co Żółta Chmura. Potem na południowym wschodzie wzniosła się bardzo gniewna Czerwona Chmura i cisnęła czerwoną błyskawicę, która przeszyła Pasikonika od brzucha do pleców, a on grał dalej, jakby nic się nie stało. Czerwona Chmura wyraziła swój podziw i powiedziała to, co inne Chmury. Na północnym wschodzie powstała Biała Chmura i rzuciła białą błyskawicę, która przeszyła Pasikonika od głowy do ogona, a on grał dalej, jakby nic mu się nie stało.

Czterej wodzowie Chmur podeszli blisko do Pasikonika i rozmawiali z nim, żądając wyjaśnienia, skąd przybył. Powiedzieli: „To jest kraina Chmur. Co tu robisz? Jesteś dobrym i odważnym mężem. Może jesteś sierotą”. „Nie” – odrzekł Pasikonik. „Mam za sobą wielu ludzi w Świecie Podziemnym”. „To dobrze” – rzekli wodzowie Chmur. „Jesteś odważny i nieśmiertelny. Twoje serce i serca twoich ludzi muszą być dobre. Idź, powiedz im, by przybyli, a cała ta ziemia będzie ich”.

„Dzięki” – rzekł Pasikonik, po czym wrócił i opowiedział o wszystkim swoim ludziom. Wtedy Borsuk wszedł na górę i poszerzył otwór, tak by ludzie mogli przejść. Podczas gdy to robił, Pasikonik opowiadał ludziom o swoich przygodach i mówił, że miejsce powyżej jest dokładnie takie samo jak to, w którym wtedy byli – całe pod wodą.

Ludzie osmutnieli na te wieści, ale wodzowie pomyśleli i rzekli: „Cóż, nie jest tam gorzej niż tutaj, a może być lepiej. Chodźmy na górę i zobaczmy”. Ludzie wspinali się po trzcinie przez osiem dni, zatrzymując się każdej nocy przy kolanku, z którego wyrastał wielki liść, i na nim spali. Dlatego liście te nazywa się „snami”.

Kiedy wszyscy się wyłonili, bliźniacy, z których każdy posiadał moc nieugiętej błyskawicy, wystrzelili je we wszystkich kierunkach i stworzyli kaniony, przez które odpłynęła woda. Następnie bliźniacy zrobili wszystkie skały z błota, uformowali wszystkie góry i stworzyli wszystko, co jest z kamienia. Później zgładzili Olbrzymiego Orła, Olbrzymiego Łosia i inne potwory.